wtorek, 24 listopada 2015
One
1973 r
Dziś dokładnie mija trzynaście dni od wyrzucenia mnie z własnego domu rodzinnego. Trzynaście przeklętych dni, w których wycierpiałem najbardziej za wszystkie swoje lata. W tym czasie poznałem co to mróz, głód i samotność. Czy zostawienie mnie na pastwę losu w tym bagiennym mieście było najlepszym pomysłem? Według moich rodziców tak. Ale tak zachowują się rodzice? Na to pytanie odpowiem w swoim czasie, na pewno nie teraz.
**
Zauważyłem, że wszyscy bezdomni są omijani z daleka Ludzie boją się podejść do nich i zapytać się ''Czy może w czymś pomóc?'', ale są tak zapatrzeni w sobie, że nawet nie zwracają na to szczególnej uwagi. Dopiero kiedy usłyszy się w wiadomościach ''Włóczęga zamarzł na śmierć'', to wszyscy nagle zaczynają dyskusje o tym, że jaki to świat jest niesprawiedliwy i okrutny. Są różne przypadki bycia żebrakiem, jednym z nich może być alkohol. Poprzez uzależnienie się, tracą kontakt z rzeczywistością i robią wszystko, byleby zażyć trunku. Niektórzy są nawet w stanie sprzedać swoją córkę, żonę, syna dla jakiegoś bogacza, żeby tylko dostać pieniądze na alkohol. W ten sposób się staczają i trafiają na ulicę. Inni popadają w takie długi, że nie wystarcza na opłacenie domu. Jest wiele przypadków, ale nie chce mi się ich wszystkim wymieniać, poza tym nie mam takiej potrzeby. Oczywiście inni szukają pracy, próbują się ogarnąć życiowo, a ja? Ja jak ja. Siedzę na ławce w parku i rozżalam się nad sobą jaki, to ja jestem beznadziejny. No trudno, każdy ma w tym jakieś swoje działanie. Może poczekam na księcia na białym koniu i to jak w różnych opowiadaniach romantycznych, weźmie mnie pod swój dach, nakarmi, przygarnie, a ja mu podziękuję potem weźmiemy ślub i zaadoptujemy dwa małe kotki, które potem wychowamy na grube, obżarte mlekiem i karmą kocury. A my będziemy się kochać i żyć szczęśliwi i zdrowi. Najlepszy plan na życie. Poza tym jedynie za kim tęsknie, to wyłącznie za moją młodszą siostrą. Obiecywałem jej, że jeśli znajdę jakąkolwiek prace, pierwsze moje kieszonkowe nie wydam na swoje zachcianki, tylko oddam jej. Kiedy znajdę jakieś mieszkanie i w miarę ogarnę się, zabiorę ją od rodziców i sam się nią zajmę.
**
Przez panujące warunki w jakich tymczasowo się znajduję, mój wygląd wyraźnie na tym ucierpiał. Stałem się nieco chudszy, a brud który ozdabiał moje odzienie jedynie co, pogarszał sprawę. Miałem gęste, czarne jak smoła włosy i okropne dołeczki w polikach. W tej chwili byłem ubrany w czarny golf, buty i płaszcz tego samego koloru. Jedynie spodnie były koloru granatowego. Trochę jak na jakąś żałobę, ale na tym polega mój styl. Pasuje on trochę do Londyńskiej pogody, ciągłe opady deszczu i zachmurzenie, które zasłania piękne słońce. Obok mnie przysiadła się para bliźniaków , która wyraźnie szeptała pomiędzy sobą na mój temat. Nie żeby mnie, to irytowało, ale doskonale było ich słychać. Ja rozumiem, ale przynajmniej jak to robicie, trochę dyskrecji by się przydało. Dziewczynka spojrzała na mnie i z zaciekawionym wyrazem twarzy zaczęła mi się przyglądać. Obydwoje byli ubrani w dwukolorowe ogrodniczki, lewa strona-biała, a prawa-czarna. Na głowach mieli śmieszne czapki coś w stylu Jokera. Długie czarne skarpetki sięgające po zdarte kolana i szpiczaste buty zdobione małym dzwoneczkiem na czubkach. Jedynie czym się różnili to długością blond włosów, dziewczynka miała długie do pasa zaplecione w warkocz, a jej brat roztrzepane i sięgające do uszu.
- To on? - zapytała
- Tak, raczej. Zobacz, to ten. - chłopczyk wskazał palcem na mój nos. Idealnie spojrzałem na czubek jego palca, który był owinięty w plaster. Przez chwilę mogłem się założyć, że zrobiłem zeza, ponieważ blondyn się zaśmiał.
- No czy ja wiem... Nie pasuje mi jest taki jakby to powiedzieć. Hmmm. - zamarłem, kiedy młode ślepia skierowały się w moją stronę i przyglądały mi się uważnie. - Jednak nie. Masz rację to on! - klasnęła w dłonie i znów zaczęła szeptać coś do ucha swojego brata. Dobra co jak co, ale ta sytuacja nie wygląda mi na mniej więcej normalną. Pewnie zaraz sobie pójdą! Albo, nie. Ja pójdę. No nieźle Fabian, zadziwiasz mnie swoimi pomysłami. Chodzący geniusz. Chwyciłem za plecak i kiedy miałem już wstawać, chłopak znów się odezwał, tym razem był wyraźnie zasmucony.
- Fabian, gdzie się wybierasz? - zapytał. Serio, to robi się coraz to bardziej niekomfortowe. Nie pamiętam, żebym podawał gdzieś swoje imię, a przede wszystkim, żebym się im przedstawiał.
- Myślę, że chciał sobie pójść. - odpowiedziała za mnie blondynka.
- Jak to?
- Nawet się z nami nie powitał!
- Trudny będzie z niego kąsek do zgryzienia.
- Oj tak, trudny. - patrzyłem na tą całą scenerię z otwartą buzią i chyba maksymalnie już rozszerzonymi oczami.
- Przepraszam, ale to chyba jakaś jedna wielka pomyłka. - odpowiedziałem, na co para bliźniaków wybuchła śmiechem ledwo go tłumiąc.
- Fabian Walker, tak? - zapytali równocześnie.
- No tak, ale skąd znacie moje imię?
- No proszę, jaki ciekawski. Do tego zabawny! - poklepała mnie po ramieniu dziewczynka.
- Urodziwe cechy, nadaję się jak nic! - zachichotał chłopak.
- Możecie mi wreszcie odpowiedzieć? - przegryzłem nerwowo dolną wargę.
- Woah i do tego strasznie niecierpliwy. Wiesz, ciekawość pierwszy stopień do piekła. - odpowiedzieli chórem. - Mamy dla ciebie zaproszenie.
- Nie, nie, nie! To oferta! Oferta nie do odrzucenia! - poprawiła się.
- Trzymaj - podał mi małą kolorową ulotkę uśmiechając się przy tym i pokazując rząd swoich białych zębów. Kiedy miałem im już podziękować, oni jak na mój ruch wyparowali, zniknęli. Jeszcze dokładnie obejrzałem miejsce na którym siedzieli, ale nic nie wskazywało na to, że tam się znajdowali. Jacyś magicy, czy co? Dokładnie przyjrzałem się broszurze, która mówiła mi, że poszukują nowego pracownika w cyrku. Oprócz informacji gdzie ma odbyć się przesłuchanie i o której się odbędzie, nie znajdowało się na niej nic kompletnie ciekawego. W sumie od małego lubiłem cyrki i tego typu przedstawienia więc na czym mi zależy? Poza tym ma być dobrze płatna. Tak czy inaczej, nie mam nic innego do roboty, a bycie durnym clownem mi nie zaszkodzi. Panie i panowie! Od jutra zaczynam pracę jako koleś z wymalowaną twarzą, przebrany w durny strój i rozdający balony każdej napotkanej rodzinie na drodze!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz