Dokładnie nie wiem jak, to wszystko będzie wyglądało, ale wychodzi na to, że mam kierować się na północ od Katedry. To wszystkie wydaje się być takie... nierealne. Nawet nie mogę sobie tego wyobrazić, że ja mam coś im tam pokazać. Jakoś nie widzi mi się, żebym miał skakać z dwustu metrów na główkę do basenu dla dzieci. W innym przypadku stąpać po linie, gdzie na dole będzie czekać na mnie stado wygłodniałych lwów, które tylko czekają na mój upadek. No chyba, że będą łaskawi i każą mi zakręcić hula hopem na nodze tańcząc przy tym do klasycznej piosenki. Na to mogę się pisać, bo istnieje szansa, że coś im tam wykombinuję, albo jedynie się skompromituję i wywalą mnie na zbity pysk. Jak to mówią: Raz kozie śmierć, w moim przypadku to może się sprawdzić. Spacerując ulicami New Change dostrzegłem sporych rozmiarów samochód, który wyraźnie wyróżniał się spośród innych aut. Ciężko nie było go zauważyć, gdzie większość pojazdów była koloru ciemnego, a ten czerwono-niebieski i żeby było mało, to miał poprzyczepiane wielokolorowe chorągiewki z logiem cyrkowego namiotu. Omal zawału nie dostałem, kiedy to cadillac mnie nie potrącił zwracając przy tym uwagę przechodniów. Nawet jedna pani gdzieś w tłumie krzyczała ''uważaj jak jeździsz'' w zamian dostała długie naciśnięcie klaksonem. Kierowcą był srebnowłosy chłopak, który na oko miał tyle samo lat co ja. Ubrany w białą koszulę i bordową muszkę przy szyi. Z wozu wystawiła się para bliźniaków machając mi ręką.
- To jak, wsiadasz? - zapytali się równocześnie.
- J - ja?
- Nie, ten pies stojący obok ciebie. - odpowiedziała dziewczynka uderzając się w czoło. - No chodźże nie będziemy czekać wieki. - z wahaniem się, ale jednak wsiadłem.
- Radzę ci zapiąć pasy. - szepnął bliźniak - Nikodem nie umie prowadzić. - srebnowłosy poprawił lusterko i przez nie z grymasem na twarzy spojrzał na bliźniaka.
- Wiesz, że ja to wszystko słyszałem?
- P - przepraszam! - odpowiedział blondyn ,na co jego siostra zaczęła się z niego śmiać. Nikodem ruszył ,co spowodowało u mnie mocne szarpnięcie do przodu. - Psst, a nie mówiłem? - pokiwałem głową i natychmiast zapiąłem pasy. Resztę drogi siedziałem przywarty do fotela z obawą, że gdzieś się rozbijemy. Inni sobie spokojnie rozmawiali, opowiadali dowcipy, a nawet pośpiewali sobie przez jakiś czas dopóki blondynka nie zaczęła skarżyć się na ból gardła. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie, a my dopiero co opuściliśmy miasto. Mijaliśmy przeróżne pola, lasy oraz rzeki. Każdy ucichł pod wpływem mijanych krajobrazów, a jedynie co było słychać to spokojną melodie z radia. Naglę skręciliśmy w jakieś pobocze prowadzące do lasu. Jechaliśmy strasznie kamienną drogą co u wszystkich spowodowało lekkie podskakiwanie. Zatrzymaliśmy się na wielkiej polanie gdzie dookoła niej były porozstawiane drewniane domki z numerkami zaczynając od jednego do dziesięciu, a jak mi się zdaję, to dziesiątka w samochodzie nas nie była. Wcale się bym nie zdziwił gdyby było ich więcej. Nie zorientowałem się kiedy wszyscy wyszli, a tylko ja zostałem w samochodzie.
- Wychodzisz czy może jednak zostajesz? - odezwał się kierowca z uśmiechem na twarzy. - Bo wiesz mi to obojętne. Chyba, że zamierzasz mi ukraść auto, to już inna sprawa.
- J - już wychodzę, przepraszam! - zerwałem się z miejsca, ale nadaremno, ponieważ przeklęte pasy postanowiły mi się zaciąć. Czy ja mam jakiegoś pecha? Walczyłem z tymi pasami niczym Bruce Lee, w innym przypadku Jackie Chan, ale to mi i tak już obojętne, ponieważ to przeklęte gówno nie chciało ze mną współpracować. Nikodem spojrzał na mnie z miną typu ''co ty odwalasz?'', a ja jedynie zacząłem się szarpać we wszystkie strony świata. Umrę w samochodzie, świetnie. Jeszcze tego mi brakowało. - Emm, pomóc ci? - zapytał się tłumiąc śmiech. Nie wcale tego nie było widać. Masz rację, uduś się tym śmiechem! Mimo tego pokiwałem twierdząco głową. Srebnowłosy wysiadł ze swojego miejsca, ale zaraz znajdywał się tuż przy moim boku. Bladymi rękoma chwycił za zatrzask i jednym lekkim pociągnięciem już byłem wolny. Dziękuje ci Boże o imieniu Nikodem. Wyleciałem z auta jak poparzony, a srebnowłosy jedynie pokiwał rozbawiony głową i wrócił do pojazdu zapalając go i pojechał w nieznanym mi kierunku. Więc tak... pozostało mi czekać na jakieś zbawienie, przejść się po obozowisku, albo stać jak jakiś kołek i liczyć wszystkie drzewa w tym lesie. Zdecydowanie wybieram opcje drugą. Poprawiłem swój płaszcz i wyruszyłem w stronę bliźniaków, którzy jak mogę się założyć już się o coś kłócili. Stanąłem pomiędzy dwójką kiedy ci mieli przejść już do rękoczynów.
- Jeszcze raz powiesz mi, że żelki kwaśne są lepsze od zwykłych, to poczujesz smak mojej pięści! - krzyknęła dziewczyna.
- Przykro mi, ale są, taka jest prawda. - wyjął z paczki smakołyka i z pazernością zjadł go przyglądając się swojej siostrze.
- Fabi! Powiedz temu nieudacznikowi, że moje są lepsze, bo nie ręczę za siebie! - para oczu skierowała się w moją stronę z niecierpliwością oczekując na moją odpowiedź. Więc wychodzi na to, że jak odpowiem kwaśne, to blondynka się na mnie obrazi, a jak powiem, że zwykłe, to chłopak. To jest jak wybór pomiędzy czekoladą mleczną, a czekoladą mleczną. Każda odpowiedź jest kusząca. Chwyciłem się za brodę i zacząłem się im przyglądać.
- Myślę, że te i te są równie wyśmienite. - bliźniacy spojrzeli na mnie jak na głupka po czym na siebie.
- Słyszałeś? Powiedział, że zwykłe. - rzekła uradowana dziewczynka.
- Chyba ci na mózg padło, a uszy to już zgniły. Wyraźnie powiedział, że kwaśne. - no i wpadłem. Nagle poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Obejrzałem się i okazał się to być Nikodem.
- Wiesz, że właśnie rozpętałeś trzecią wojnę światową.
- Chciałem dobrze. - odpowiedziałem wyraźnie smucąc się.
- W takich momentach wystarczy się do nich nie zbliżać, a jeśli się o coś zapytają jak w tym przypadku, unikać jak ognia. A teraz szykuj się, bo zaraz przyjedzie reszta brygady.
- To ilu nas jest?
- Około dwudziestu. - odpowiedział.
- Czyli wychodzi na to, że każdy na parę w domku. Z kim ja jestem?
- Wszystko w swoim czasie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz